Ostatnio w mediach więcej mówi się o Unii Europejskiej niż o zbliżających świętach. Pieniądze, które Unia ma nam dać lub zabrać stały się przedmiotem dyskusji przy rodzinnym obiedzie. Dziennikarka z Przeźmierowa Joanna Rozmiarek towarzyszyła w Brukseli europosłance, która należy do Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego i współdecyduje o naszych pieniądzach. Zapraszamy do lektury.
Joanna Rozmiarek: Czy praca w Komisji Budżetowej UE jest skomplikowana?
Europosłanka Sidonia Jędrzejewska:
Nie można tam przyjść i powiedzieć np., że: bardzo byśmy chcieli, aby była demokracja na Ukrainie... W KB podejmuje się decyzje dotyczące finansowania, ale pieniądze nie są dla KB celem samym w sobie. Pieniądze są narzędziem do osiągania celów. Jakich? Np. Komisja Ochrony Środowiska, Komisja Spraw Społecznych, itd.., mają swoje pomysły. Komisja Budżetowa musi te wszystkie oczekiwania, żądania, połączyć w całość i niestety, odpowiadać prawie wszystkim – nie! Bo zasobów jest za mało, a wizji dużo...
Natomiast na zewnątrz Komisja Budżetowa negocjuje z Radą, czyli państwami członkowskimi, co do budżetu unijnego. W grudniu zamknęliśmy porozumieniem pojednawczym budżet europejski na 2012 rok. Negocjacje były bardzo trudne, skończyliśmy o godz. 3 nad ranem, bo atmosfera jeśli chodzi o finansowanie UE jest w tej chwili straszna!
J.R.: Na czym polega ten „horror”?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Unia po traktacie z Lizbony, faktycznie ma coraz więcej zadań. Dochodzą nowe, jak np. dot. dyscyplinowania i zarządzania gospodarczego. Nowe oczekiwania w coraz większe zaangażowanie w pomoc humanitarną, w pomoc rozwojową. Tworzenie wspólnej unijnej dyplomacji. Te nowe zobowiązania są bardzo chętnie podejmowane, ale, gotowość do ich finansowania jest żadna! Ambicje są wielkie, ale jak przychodzi do płacenia, państwa unijne mówią: słuchajcie oszczędzamy wszędzie to i na składce do budżetu unijnego. Budżet unijny jest utrzymywany głównie ze składek państw członkowskich.
J.R: Ile wynosi składka Polski do Unii Europejskiej?
W 2010 roku nasza składka wyniosła 3 489 951 756 euro.
Budżet UE jest tzw. budżetem unitarnym, to znaczy, że wszystkie pieniądze idą do jednej kasy i z jednej kasy wychodzą. Z UE Polska otrzymała 11 229 303 573 euro w roku 2010. Saldo wynosi więc blisko 8 miliardów corocznie. Oby tak dalej! Dlatego uważam, że trzeba się spotykać z Niemcami, bo oni mają dokładnie odwrotnie. Należy im tłumaczyć, że przynależność do UE wciąż im się opłaca.
W Parlamencie Europejskim funkcjonuje nieformalne określenie, mówi się o płatnikach netto i beneficjantach netto. Płatnicy netto to są te kraje, które więcej wpłacają do budżetu Unii Europejskiej. Beneficjanci netto to kraje, które więcej dostają. Polska jest beneficjantem.
J.R.: Czy „wyrwiemy” te 300 miliardów od UE - w nowych wieloletnich ramach finansowych w budżecie unijnym?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Raczej tak. Te 300 miliardów jest kontynuacją tego, co jest w tej chwili. Jednak mnie nie zaspokaja 300 miliardów dla Polski. Mnie chodzi o to, aby finansowanie od UE cieszyło się stabilnością, przewidywalnością dochodów, by utrzymać politykę spójności, wspólną politykę rolną, ale tak, by dofinansowywać także politykę zw. z innowacyjnością, badaniami i edukacją oraz wymianą młodzieży.
Staram się być cały czas taką „kroplówką” nieustannie sączącą argumenty za tym, że warto utrzymywać politykę spójności. Np. 7 grudnia na spotkaniu z posłami Bundestagu – członkami Komisji ds. Unii Europejskiej – wygłosiłam płomienne przemówienie o tym, że polityka spójności to nie żaden akt miłosierdzia, tylko najlepsza inwestycja obecnie dla Niemców. Przez takie inicjatywy jestem ponad partyjna.
Wszystkie emocje, które widać na polskiej scenie politycznej, w ogóle nie mają w Brukseli miejsca. Jeżeli ktoś lubi takie gierki, a mamy tu takich kilku kolegów – to muszą być w Warszawie cały czas. W Brukseli nie ma sceny na takie występy. Machina Europarlamentu, działa tak, że nikt tutaj takich „występów” nie rozumie i nikogo to nie interesuje. Poza tym nie ma żadnych mediów, które by to pokazywały...
W Brukseli politykę uprawia się budując grupę myślących podobnie i wciąż umacniając swoje argumenty. Proces przekonywania ludzi do swej prawdy jest w Brukseli wyjątkowo długi, ponieważ posłowie mówią tu różnymi językami. Np. miałam ciekawe spotkanie z Amerykanką zajmująca się działalnością kobiet przedsiębiorczych. Jeżeli ja czytałam artykuł a polskiej prasie na ten temat, to nie mogę Amerykance powiedzieć – weź przeczytaj potem porozmawiamy, bo ona nie zna polskiego. W Brukseli ludzie posługują się 23 językami, stąd na wszystko potrzeba dużo czasu.
Ponadto praca europosła wymaga dostosowania do różnych kultur. Np. przez polskich europosłów picie alkoholu do oficjalnego obiadu, w czasie pracy, jest nieakceptowane. A Francuzi i Włosi nie mają z tym problemu. Polskim posłom nie wolno lobbować za jakąś gałęzią przemysłu, a niemieccy nie mają tu żadnych blokad.
J.R.: Czy na poziomie unijnym zajmuje się pani poseł czymś, co jest bezpośrednio bliskie zwykłemu obywatelowi Polski?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Tak. Kwestiami zdrowia publicznego, zdrowiem matki i dziecka, które mogą być rozwiązane poprzez standaryzację na poziomie UE. Przykład to opieka nad wcześniakami.
Ilość problemów lokalnych, które można rozwiązać na poziomie PE, jest znaczna. Rozwój nowych technologii, przyspiesza standaryzację unijną. To, że rodzice wcześniaków moją dostęp do Internetu i mogą się dowiedzieć jak wygląda opieka nad takim noworodkiem w Polsce, a jak w innych krajach. Fakt, że lekarz, który leczy ich dziecko jeździ na międzynarodowe konferencje sprawia, że ludzie zadają bolesne pytanie: jak to możliwe, że gdzieś indziej moje dziecko byłoby zdrowe, a w ojczyźnie nie jest?
Z europosłami z innych krajów, w tym z lekarzami, stworzyłam dokument „10 kroków do lepszej opieki nad noworodkiem”. Wiosną 2013 zorganizuję w Poznaniu konferencję na temat europejskiego wymiaru zdrowia publicznego. Cieszy się ona już dziś dużym zainteresowaniem.
Kolejną kwestią dot. każdego obywatela Polski, nad która pracuję w Brukseli - jest sprawa badań nad rzadkimi nowotworami. Można tu w Europie bardzo dużo zrobić, wymuszając standardy w sprawozdawczości dot. zachorowań na raka. W Polsce jest pod tym względem nieźle, w Belgii dobrze, ale już w Czechach takiej sprawozdawczości w ogóle nie ma! Jak wiemy pieniędzy na naukę brakuje, a dane statystyczne są łatwo osiągalne i można na ich podstawie wyciągać ważne wnioski dot. leczenia nowotworów.
Z poziomu Europarlamentu zajmuję się też kwestiami dobrostanu zwierząt, jak bulwersujący problem transportu na rzeź koni. To problem trans-graniczny - nie dotyczy tylko naszego kraju.
J.R.: Obecnie zwiększa się bardzo kompetencje samorządów i co za tym idzie ich obowiązki. W ślad za tymi kompetencjami nie idą pieniądze. Proszę o komentarz.
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Niedawno czasopismo samorządowców „Wspólnota” zaprosiło mnie jako mówczynię na konferencję poświęconą temu o co pani pyta. Wypowiadał się tam też prezydent R. Grobelny, jako szef Stowarzyszenia Miast. Dyskusja była bardzo trudna, atmosfera napięta...
Ja zachęcam samorządy do wywierania większej presji i na Sejm i na rząd, by odpowiednio obowiązki samorządów szły z dofinansowywaniem.
Jako europrlamentarzystka mogę powiedzieć, że w nowych unijnych ramach finansowych, jeżeli będzie tak hojne dofinansowanie polityki spójności jak do tej pory dla Polski, to tym większa będzie presja na samorządy! Bo cały czas będzie trzeba zdobywać finanse na środki własne. I tych środków własnych może brakować. Nie wiadomo jak drogi będzie kapitał na rynku, w tej chwili bardzo drożeje. Po drugie – limit zadłużenia jaki samorządy mają, jest wzięty z kapelusza! Trzeba ten limit po prostu zmienić. Według mojej oceny duże miasta mogłyby się bardziej zadłużać.
Jeżeli samorządy chcą sprawnie wchłaniać środki unijne po roku 2013, muszą negocjować z sejmem, z rządem.
Uważam, że lepiej jeśli rozporządzenia dot. finansowania państw przez Unię są ogólne, bo potem można je doprecyzować na poziomie samorządów. Ale gdy są zbyt ogólne to dochodzi do sytuacji nieakceptowanej, kiedy funduszami unijnymi się po prostu zapycha różne dziury, zamiast realizować projekty europejskie.
J.R.: Jakiś przykład?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Sprawa opieki nad dziećmi osieroconymi. W Rumunii z pieniędzy unijnych zamiast rozwijać rodziny zastępcze – remontuje się posowieckie gigantyczne sierocińce.
J.R.: Co powie pani na temat standaryzacji unijnej, która z marchewki zrobiła owoc, itd.
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Wszystkie standardy unijne dotyczą dopłat. Nie jest tak, że nie można marchewki sobie produkować jako warzywa... Ale, nie można wtedy liczyć na dopłaty ze wspólnego rynku unijnego. Tu chodzi o pieniądze.
Jeżeli ktoś chce, aby jego produkt regionalny, korzystał z przywileju, czyli np. ochrony marki, to nie może być tak, że cokolwiek jest tym produktem. Prawa niosą ze sobą pewne obowiązki. Tutaj nie powinno być wyjątków.
Z badań opinii publicznej w Polsce wynika, że duża część poparcia dla UE w naszym kraju, wynika z zadowolenia obywateli z podniesienia standardu w różnych dziedzinach życia.
J.R.: Przykłady...
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Dobrostan zwierząt domowych. Żaden rolnik nie poprawi bydłu warunków, bo jest dobry! Trzeba to na nim wymusić unijnymi standardami właśnie, dopiero wtedy dostanie dofinansowanie.
Kryteria pozwalające ustalić kryteria standardów nie są romantyczne, one są biurokratyczne. Odbyłam spotkanie przygotowane przez PSL ze stowarzyszeniami producentami żywności. Gdyby nie Unia Europejska to nie dowiedzielibyśmy się np. ile jest cukru w odżywkach dla dzieci. Przemysł żywnościowy staje na głowie, żeby się pozbyć niektórych standardów. To jest gorszące! Oni nie chcą zamieszczać informacji dla konsumentów. Nie chcą informować ile jest utwardzanych tłuszczów np. w Nutelli. Bo wszyscy już wiedzą, że utwardzane tłuszcze prowadzą do chorób. Podobnie nie chcą podawać na etykiecie produktu ilości alergenów...
To lobbyści w Brukseli opłacani przez stowarzyszenia producentów wszelakich towarów, działają, aby obalać unijne standardy. Właśnie lobbyści puszczają do prasy informacje „o marchewkach”, by ośmieszyć standardy, które są naprawdę bardzo potrzebne.
Kiedy europosłowie uradzili, żeby żywność znakować kolorami na etykietach, doświadczyli zmasowanego ataku lobbystów. W niektórych krajach oznaczenia udało się już wprowadzić. Np. jedzenie tłuste na czerwono, słodkie na żółto, itd. Atak tych lobbystów to była groza! A stowarzyszenia np. cukrzyków, nie mają szans z nimi... Nie posiadają ich pieniędzy!
Problem, o którym mówimy został już świetnie opisany w 1962 roku przez amerykańskiego ekonomistę, który dostał za swą książkę Nobla. Myślę o Mankurze Olsonie, który nazwał to dylematem akcji zbiorowych. Czym mniejsza grupa, tym skuteczniej działa. Grupa producentów batoników, nie jest dużą grupą, więc skutecznie blokuje oznaczanie słodyczy.
J. R.: Czy lobbing w PE jest jawny i dopuszczalny?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Tak, lobbing jest legalny. Zarejestrowanych grup interesantów jest w Brukseli 2000. Od producentów batonów - po producentów sznurka. Lobbyści noszą widoczne przypinane znaczki, od razu wiadomo dla kogo pracują.
Uważam, że europoseł musi wysłuchać racji różnych grup, ale nie może przyjmować żadnych korzyści materialnych. 90% posłów nie ma z tym problemów, jednak było kilka udokumentowanych skandali korupcyjnych w Parlamencie Europejskim, nie dotyczyło to żadnego Polaka.
Właśnie Przewodniczący Jerzy Buzek stworzył kodeks etyczny, gdyby jakiś europoseł nie widział co jest dobre a co złe. To bardzo szczegółowy dokument, który nadzoruje Komisja Etyczna. Paczki z „łapówkami” urzędowo składa się do jej depozytu. Włosi przeciw temu bardzo protestowali. Dlaczego mamy nasze prezenty oddawać do jakiegoś depozytu i kiedy zostaną nam oddane!
Wracając do starcia z lobbystami producentów żywności. Zadałam im pytanie, dlaczego nie chcą drukować na opakowaniach zawartości np. tłuszczu? Odpowiedzieli, że opakowania są na to za małe! Poza tym uciekali się do prób przekupstwa. Co tu się działo! Spytałam też co ma zrobić matka dziecka uczulonego na mleko, która poda mu produkt, w którym zatajono jego obecność i jej dziecko zachoruje? Lobbysta odpowiedział, że nie możliwe jest zatajanie dodawania mleka do produktów dla dzieci, gdyż takiego producenta spotkałaby kara. Przekonywał mnie, że morderstwo jest niemożliwe, gdyż zakazuje go kodeks karny!
Moje oburzenie udzieliło się większości obecnych na spotkaniu posłów, pytali: co macie do ukrycia, że nie chcecie etykietować zawartości towarów? Dodatkowy nadruk na etykiecie to grosze!
Podsumowując, wiele inicjatyw regulacyjnych mogłoby mieć miejsce na poziomie krajowym. Jednak przy takiej wymianie towarowej jaka ma w tej chwili miejsce – rozwiązania unijne są nie do uniknięcia.
Przykład pozytywny standaryzacji to leki. Sprawa dotyczy różnych grup interesów. Stowarzyszenia pacjentów korzystających z leków na nowotwory błogosławi Unię Europejską, bo dzięki standaryzacji rejestracji leków, chory na raka Polak, może szybko otrzymywać leczenie na poziomie europejskim. Wcześniej to nie było możliwe. Trzeba było czekać na proces rejestracji medykamentu w Polsce. Wiązało się to z bardzo drogimi badaniami, trwającymi w czasie. Później sam pacjent płacił za taką rejestrację. Dziś jest dużo łatwiej i taniej.
Kolejny konkret – wcześniaki. Im szybsze i lepsze leczenie takiego noworodka, tym mniejsze koszty dla jego rodziny i społeczeństwa. Warto na starcie zainwestować w te maluchy, żeby były zdrowe i nie chorowały, a później mogły normalnie pracować. Żeby poprawiać zdrowotność wcześniaków, trzeba badać te dzieci długofalowo. Badania w Niderlandach wykazują, że często u tych ludzi rozwijają się w wieku 20, 21 lat choroby psychiczne. Tego byśmy nie wiedzieli, gdyby nie długofalowe monitorowanie tych osób.
Do dziś nie ma standardu, ile tlenu podawać wcześniakom! Nie ma! Większość lekarzy kieruje się tutaj doświadczeniem, tym co przekazali im nauczyciele... Trzeba tę lukę uzupełnić.
J.R.: Gmina Tarnowo Podgórne jest przedsiębiorczym rejonem zasiedlonym przez małe, średnie i duże firmy. Co ekspert od unijnego budżetu, radzi naszym biznesmenom wobec wciąż szczerzącego kły kryzysu? Z Europarlamentu widać lepiej?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Takie gminy jak Tarnowo Podgórne, tu w mojej pracy w Parlamencie Europejskim, są przykładem tego, jaki Polska odnosi sukces. Chcę przede wszystkim powiedzieć mieszkańcom Tarnowa Podgórnego, że mogą być dumni z tego, że umieją wykorzystać szanse jakie Unia Europejska z sobą niesie, które będzie jeszcze przynosiła. Tego państwu gratuluję!
To co w tej chwili się dzieje - to wysiłek na rzecz ratowania euro, i, sukces lub niepowodzenie tego przedsięwzięcia, nie jest obojętne dla polskiej gospodarki. Parlament Europejski nie jest centrum decydowania o przyszłości euro, to trzeba uczciwie powiedzieć. Zadanie europosłów w dużym stopniu dotyczy tego, i to się udało, by poprawić tzw. zarządzanie gospodarcze - zarządzanie finansowe w Unii Europejskiej. Te działania mają na celu wzajemną i lepszą kontrolę budżetów narodowych. Bo kryzys, który mamy, kryzys zadłużenia państw, jest związany z nadmiernymi wydatkami niezbilansowanymi odpowiednimi dochodami państwa.
J.R.: Dlaczego tak się stało?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Powodów jest wiele. Spadek zaufania do wypłacalności państw doprowadził do ogromnych kosztów długu. I ten dług jest tak drogi.
Pożyczanie kapitału stało się dla państw bardzo drogie, co prowadzi do eskalacji tego problemu. Ci którzy się cieszą, są tacy, którzy czekają na porażkę euro – uważam, że nie rozumieją miejsca polskiej gospodarki, bo nasza gospodarka jest zależna od sukcesu euro. Jest zależna od sukcesu gospodarczego państw, w których jest euro. Naszym głównym partnerem handlowym są Niemcy i pogłębiający się kryzys gospodarczy, jeżeli się sytuacja nie poprawi, będzie prowadził do spadku popytu na polski eksport. A to jest dla nas niekorzystne.
Upraszczając, uważam, że stabilne i bogate Niemcy są przyjacielem Polski, bo jesteśmy silnie związani ze sobą gospodarczo.
J.R.: Czym pani aktualnie się zajmuje?
Europosłanka S. Jędrzejewska:
Moim bieżącym celem w pracy europarlamentarnej jest praca nad następnym budżetem unijnym, na lata 2014-2020.
Uważam, że Polsce jest potrzebna co najmniej jeszcze jedna taka hojna perspektywa finansowa, bo mamy sporo zaległości i modernizowanie się kraju jest potrzebne dla dalszego rozwoju gospodarki, do lepszego życia każdego Polaka. To co do tej pory zrobiono, to jeszcze nie wystarczy. Potrzeba Polsce następnych takich 7 lat. Następnych 7 lat jest do wywalczenia. Nie wystarczą tylko fundusze strukturalne i fundusze rolne. Potrzebny jest wzrost gospodarczy w Polsce, któryby finansował uzupełnienie środków własnych, potrzebnych do realizacji projektów.
Na razie sytuacja gospodarcza Polski jest dobra, co mówię z perspektywy strasburgsko-brukselskiej, gdzie jesteśmy przykładem sukcesu. Nigdy się tak nie czuliśmy! Twierdzę to również w imieniu kolegów i koleżanek - polskich europosłów. Jako Polacy czujemy się dumni. Mówimy: zobaczcie jakie niskie zadłużenie, zobaczcie jakie reformy, rozwój, wzrost gospodarczy.
Jeszcze gdyby dodać, a pierwsze oznaki już są, większą innowacyjność gospodarki, inwestycje w technologie - to jesteśmy na dobrej drodze. Oczywiście, nie jesteśmy i nie możemy być na mapie Europy – samotną wyspą. Potrzebni są nam jak najlepiej radzący sobie sąsiedzi, zwłaszcza nasz główny partner handlowy Niemcy.
Na zakończenie pragnę złożyć mieszkańcom gminy Tarnowo Podgórne najlepsze życzenia Świąteczne!
Joanna Rozmiarek: Dziękuję Pani Poseł za rozmowę!
Wywiad i fotoreportaż z wizyty studyjnej w Parlamencie Europejskim na zaproszenie posłanki do PE Sidonii Jędrzejewskiej – www.sidonia.pl
Europosłanka Sidonia Jędrzejewska należy do Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego. Partnerami europosłanki w przygotowywaniu rocznego budżetu Unii Europejskiej, nie są posłowie z Polski (nie zsiadają w KB), tylko, zgodnie z traktatem z Lizbony, Parlament Europejski razem z Radą, czyli emanacją państw członkowskich.
Komisja Budżetowa ma również głos w sprawie wieloletnich ram finansowych Unii. Aktualnie na lata 2007-2013. Następne wieloletnie ramy finansowe – (tzw. WRF), będą stworzone na lata 2014-2020.
Joanna Rozmiarek